ŁADUJĘ

40 ton piękna, czyli humbaki w Puerto Lopez

40 ton piękna, czyli humbaki w Puerto Lopez

Wieloryb, długopłetwowiec oceaniczny, megaptera novaeangliae, fiszbinowiec lub po prostu humbak. Pod tymi nazwami kryje się jeden z najbardziej fascynujących ssaków na świecie. Dlatego byliśmy zachwyceni, że sceny znane nam tylko z kadrów National Geografic i filmów przyrodniczych są tak łatwo dostępne dla każdego. Jeśli tylko dotrze się do Puerto Lopez w odpowiedniej porze roku.

Zobaczenie humbaków w naturalnym środowisku było jednym z największych marzeń naszej podróży. Jednak spodziewaliśmy się, że będzie to bardziej skomplikowane i kosztowne. Tymczasem w ekwadorskim Puerto Lopez od czerwca do sierpnia nadmorskie agencje turystyczne oferują „Whale watching tours” już za 15 USD do od osoby. W każdym biurze usłyszymy też, że operator gwarantuje nam 100% pewność, że zobaczymy wieloryba. I – co jest najbardziej zaskakujące – nie są to wcale czcze obietnice. Oto najlepszy dowód:

Puerto Lopez wrota do Parku Narodowego Machalilla

Puerto Lopez to niewielkie ekwadorskie miasteczko nad Oceanem Spokojnym. Większość turystów nie zatrzymuje się tu na długo. Bardziej kusi oddalona o godzinę jazdy autobusem słoneczna Montañita. To tam znajdziemy najlepsze restauracje, niedrogie hostele i idealne warunki do surfowania. Ale ominąć Puerto Lopez po prostu nie można! W końcu to miasto to prawdziwe wrota do jednego najpiękniejszych parków narodowych w Ekwadorze. Na obszarze Machalilla można podziwiać nie tylko humbaki, ale także pelikany, niebieskonogie głuptaki i olbrzymie żółwie.

Najprostszym sposobem do odkrycia fantastycznej ekwadorskie fauny jest wybór jednego z dwóch wariantów wycieczek, oferowanych tu niemal na każdym kroku. Pierwsza to całodniowa wycieczka na Isla de La Plata (od 40 USD/os.), czyli wyspę nazywaną żartobliwie „Galapagos dla ubogich”. Druga to 3-godzinna wycieczka (15-30 USD/os.), polegająca głównie na obserwacji zachwycających salt humbaków w pobliżu wyspy Salango. My właśnie dla tego drugiego wariantu przyjechaliśmy z Montañity porannym autobusem.

Whale watching tours

Nie ma większych różnic pomiędzy wyprawami oferowanymi w Puerto Lopez przez różne biura podróży. Dlatego wycieczkę najlepiej zarezerwować tego samego dnia już na miejscu. Wtedy ma się też szansę wynegocjować lepszą cenę. Wszyscy i tak wypływają o 10:00 lub 11:00 z tej samej promenady, na identycznych łodziach, mieszczących maksymalnie 21 osób. W cenie wycieczki oferowany jest też mały lunch i przerwa na kąpiel w oceanie, którą operatorzy dumnie nazywają „snorkeling”. Jeśli jednak naprawdę zamierzamy wskoczyć do wody, to lepiej upewnić się czy przewodnik na pewno zabiera ze sobą maski i rurki.

Z opowieści przewodnika

Na długim molo, tuż za olbrzymią posadzkową mozaiką z wielorybem, zaczynają tworzyć się kolejki. To znak, że za chwilę wszystkie grupki załadują się na łodzie. Tego dnia zebrało się zaledwie 3 załogi. Niewiele jak na światowej sławy spot do obserwacji wielorybów, ale tym lepiej dla nas. Wciąż mamy też czas, wysłuchać kilku ciekawostek o życiu humbaków. Po hiszpańsku oczywiście.

Humbaki, które zobaczycie przypłynęły tu wraz z prądem Humbolta z południa Chile, i jeszcze dalej z arktycznych mórz. Przebyły ponad 8 tysięcy kilometrów, by  w ciepełku urodzić i odżywić swoje młode. Dorosłe humbaki mierzą zwykle ok. 13-17 metrów i ważą 30-40 ton. A taki nowonarodzony maluszek ma niecałe 6 metrów i tylko 2 tony. Ale szybko przybiera na wadze, bo matki potrafią wyprodukować nawet 80 litrów mleka dziennie. Połowa jego zawartości to czysty tłuszcz. Dorosłe samice zanim tu przypłyną najadają się na zapas u wybrzeży Półwyspu Arktycznego. Polują w niezwykły sposób. Wypuszczają bąbelki z powietrzem, które kierują ryby ku powierzchni i w ten sposób do ich paszcz wpływają nawet tysiące ryb za jednym zamachem. Wodę od ryb odcedzają wtedy dzięki długim fiszbinom zwisającym z ich górnej wargi. Jednak większość widocznych tu osobników to samce. Kiedy matki karmią młode, samce prześcigają się w popisach sprawnościowych. Humbaki są bardzo ciekawe i lubią towarzyszyć przepływającym łodziom. Zdarza się nawet, że wypływają na powierzchnię i zaglądają, co dzieje się na pokładzie. Ale to nie jest żadne ZOO, więc może być różnie. Nikt tu przecież nie rozkaże takiemu – skacz Willy!

Z własnej obserwacji

I popłynęliśmy. Łódź nabierała rozpędu, a w fale coraz bardziej bujały. Momentami woda unosiła jeden koniec łodzi kilka metrów wyżej niż drugi. Było tak jakbyśmy płynęli na wielkiej desce do surfowania, a nie na olbrzymiej motorówce. To gwałtowne kołysanie nie było takie złe, ale po 40 minutach zaczęłam się zastanawiać, kiedy w końcu dopadnie mnie choroba morska. Na szczęście zanim to się stało, ktoś krzykną: – Patrzcie tam!

Nad powierzchnią wody zaczęły pojawiać się grafitowe wyspy. Z początku tylko niewielka płetwa grzbietową zdradzała z kim tak naprawdę mamy do czynienia. Jednak, kiedy podpłynęliśmy nieco bliżej i sternik wyłączył silnik, humbaki zaczęły skakać coraz odważniej. Niektóre zaledwie kilka metrów od naszej łodzi.

Każdy chciał mieć dobry widok na te popisy, dlatego niektórzy wdrapali się na dziób, a inni na taras. Od razu w gotowości pojawiły się kamery i aparaty, ale zwykle jak na złość najbardziej imponujące skoki odbywały się poza kadrem. Zresztą najprzyjemniej było oglądać te wybryki bez żadnej sztucznej soczewki. – Que hermoso! Salta Ballenita! – Jaki piękny! Skacz wielorybku!

Wszyscy emocjonowali się, jak na meczu piłkarskim i też czekali na gol. Na ten wyjątkowy moment, kiedy któryś z humbaków wyskoczy prawie cały nad powierzchnię. Tymczasem podziwialiśmy wysokie na 3 metry fontanny pary wodnej, które były przecież „tylko” skroplonym wydechem z wielorybich płuc. Z takim samym zachwytem przypatrywaliśmy się olbrzymim ogonom w kształcie serca, które raz po raz uderzały o tafle wody. – Każdy z nich ma unikalny wzór na płetwach ogonowych. To jak odciski palców u ludzi – poinformował nas przewodnik.

Humbaki przysłoniły nam cały świat

Nagle, zaledwie kilkanaście metrów od łodzi z wody wynurzyło się olbrzymie cielsko. Potężna płetwa zatrzepotała w powietrzu na tle horyzontu białych fałd. Przez 2 sekundy było widać całego olbrzyma. Tylko ogon pozostał w wodzie. Po chwili niemego zachwytu, wszyscy zaczęli krzyczeć z emocji. A nasz sternik stwierdził, że skoro widzieliśmy już wszystko, to najwyższy czas zawracać. W końcu stoimy tu już od ponad godziny.

Jestem przekonana, że każdy pasażer z naszej łódki z największą przyjemnością chciałby obserwować te wielorybie salta aż do zachodu słońca. Emocje były tak duże, że później już bez okrzyków zachwytu śledziliśmy latające nad nami pelikany i uczepione do nadbrzeżnych skał niebieskonogie głuptaki. Krajobrazy były naprawdę ładne, ale wszystko bledło w porównaniu do spotkania z wielorybami. Pewnie, gdyby tego dnia była możliwość wypłynąć na morze jeszcze raz to poważnie byśmy to rozważyli. Ale następne rejsy wypływały nazajutrz o tej samej porze, więc ruszyliśmy dalej na południe.

3 Comments

  • Wiśnia

    Pozdrowienia z (nieco deszczowego w tej chwili) dolnego śląska! 🙂

    Jest coś niesamowicie pięknego w tych stworzeniach. Są tak bardzo inne od wszystkiego co znamy – przynajmniej we mnie budzą dreszcze ekscytacji. Potwory morskie wśród których można bezpiecznie dryfować na turystycznej łupince… fajnie 🙂

    14 sierpnia 2018 at 09:18
    • Podróżofilia
      Podróżofilia

      A poza tym widać, że sprawia im frajdę podpływanie do łodzi, ściganie się, czy gonienie za nią- coś jak psu sprawia radość gonienie za piłką…

      2 września 2018 at 06:51
      • Your name

        Dobrze, że nie łapią w zęby i nie obśliniają 🙂

        3 września 2018 at 08:29
LEAVE A COMMENT

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: