ŁADUJĘ

Fansipan – trekking w deszczu na najwyższy szczyt Indochin

wietnam

Fansipan – trekking w deszczu na najwyższy szczyt Indochin

 

Mierzący 3143 m n.p.m. Fansipan to najwyższy szczyt Gór Annamskich i zarazem najwyższe wzniesienie w całych Indochinach. Jeszcze do niedawna na zdobycie Fansipanu należało poświęcić przynajmniej jeden dzień mozolnej wspinaczki. Jednak od 2016 roku na dach Indochin można wjechać, wyruszającą z centrum wietnamskiego kurortu Sa Pa, elegancką kolejką górską. My jednak postanowiliśmy wspiąć się na Fansipana o własnych siłach. W ten sposób dotarliśmy do najbardziej niesamowitego górskiego wierzchołka w naszym życiu. Trudno jednak nazwać go najpiękniejszym.

wietnam

Droga na Fansipan – ostro pod górę po kamiennych głazach 

Każdy zainteresowany wspinaczką na górę Fansipan szybko dowie się, że oficjalnie szczyt można zdobyć tylko z pomocą lokalnego przewodnika. Taka wyprawa kosztuje ok. 50-60 $ od osoby, ale są też wersje bardziej ekskluzywne. Trekking można rozłożyć na jeden lub dwa dni. Ta pierwsza opcja wymaga jednak dość dobrej kondycji, zaś dwudniowe rozwiązanie pozwala zdobyć szczyt nim oblegną go tłumy turystów, wysiadających z górskiej kolejki.

Czy to się da zrobić bez przewodnika?

Dla nas jednak żadna z powyższych opcji nie brzmiała zachęcająco. Po przewertowaniu relacji i opinii zamieszczonych w Internecie zdecydowaliśmy wyruszyć na trekking na własną rękę. Bez tragarzy, kucharzy i przewodnika. Wiedzieliśmy, że by ta ekspedycja mogła się udać należało wyruszyć na szlak jak najwcześniej. Zanim jeszcze strażnicy zajmą swoje miejsca w budkach, przy bramie otwierającej drogę na szlak.

Wieczór wcześniej wypożyczyliśmy skuter na 24 godziny (80 000 dongów, gdzie 1$ wynosił 22 500 dongów) i zrobiliśmy zakupy na cały dzień wyprawy. Nasze budziki zadzwoniły o nieludzkiej godzinie – 4:30 nad ranem. I zupełnie nie wiem jakim cudem znaleźliśmy w sobie tyle motywacji, by ich nie zignorować. Przyznaję, że tego poranka to akurat Marek podtrzymywał nasze morale.

wietnam fansipan

Jej deszcz zupełnie nie przeszkadzał! 

Na zewnątrz panowała jeszcze ciemna noc. Od hostelu przy dworcu autobusowym w Sa Pa do parkingu przy wejściu na szlak dzieliło nas 15 kilometrów. Droga wiodła górskimi serpentynami, cały czas pod górę. O 6:00 rano zaparkowaliśmy skuter i cichutko przemykaliśmy pod oknami strażników Parku Narodowego Hoang Lien. Na zewnątrz było już całkiem jasno. Na szczęście strażnicy jeszcze spali, więc wkroczyliśmy na szlak bez przeszkód.

W górę przez ścieżki, drabinki, schodki

Góry zdobywa się dla pięknych widoków, satysfakcji ze zdobycia szczytu i treningu woli. Podczas wędrówki na Fansipan z tego triumwiratu odpadł nam niestety pierwszy człon. Widoków nie mieliśmy, bo gęsta mgła cały pokrywała wzgórza. Jednak nie możemy powiedzieć, że droga nie była ciekawa. Szlak był bardzo zróżnicowany i doskonale przygotowany. Zdarzało się nam przechodzić przez malownicze mostki nad strumieniami, wspinać po kamiennych głazach i dreptać wąską ścieżką przez las. Momentami nie brakowało też skalnych drabin, po których wspinaczka, nawet przy ograniczonej przez mgłę ekspozycji, dostarczała dużo emocji.

wietnam

Konstrukcje metalowych schodów znacznie ułatwiały wspinaczkę

Dla osób wprawionych w górskich wędrówkach nie była to trudna trasa i nie wymagała specjalnych umiejętności lub sprzętu (oczywiście oprócz wygodnych trekkingowych butów). Jednak jeśli ktoś nigdy nie korzystał z górskich drabin i łańcuchów, to mógł tu przeżyć mały chrzest bojowy. My też cieszyliśmy się, że wiele bambusowych i metalowych drabinek zostało (najprawdopodobniej niedawno) zastąpionych metalową konstrukcją schodków. Tym bardziej, że deszczowe kałuże czyniły stopnie i głazy niezwykle śliskimi.

Jeśli chodzi natomiast o samą orientację na szlaku, to nie mieliśmy z nią większych problemów. Trasa biegła dość intuicyjnie, a jej dokładny przebieg śledziliśmy na offline-owej aplikacji Open Street Map, dlatego obyło się bez zbędnego błądzenia.

Od schronu do schronu w deszczu i mgle

Mimo to przez większość trasy w górę nie byliśmy pewni czy wystarczy nam motywacji, by zdobyć szczyt. Prawie cały dzień padało. Na szczęście ze zmieniającą się intensywnością. Dlatego, kiedy już zaczynaliśmy się zastanawiać czy przypadkiem nie zawrócić, deszczu zamieniał się w lekką mżawkę lub ustawał zupełnie. W tym czasie nasze kurtki trochę wysychały, dzięki czemu bluzy i podkoszulki wciąż pozostawały względnie suche.

wietnam

Pierwszy schron w drodze na Fansipan. W nim przespaliśmy godzinną ulewę

Ogromnym ułatwieniem tego dnia były też postoje w przydrożnych schronach. W drodze na Fansipan znajdują się bowiem dwie bazy, w których wycieczki z przewodnikiem urządzają nawet całonocne postoje. Te lepiej zachowane schrony są zamknięte na klucz, ale w obu miejscach można znaleźć domki z otwartymi drzwiami dla wszystkich wędrowców. Dzięki temu drogę na Fanispan można podzielić na 3 etapy:

  1. od parkingu do pierwszego obozu – 3,5 km,
  2. od pierwszego obozu do drugiego – 2,8 km,
  3. oraz od drugiego schronu do szczytu – 2 km.

Pierwsze dwa etapy można potraktować równoznacznie i zarezerwować sobie po dwie godziny na każdy. Na trzeci etap wspinaczki można liczyć jakieś dodatkowe półtorej godziny.

wietnam

W drugim obozie: pakujemy manatki i ruszamy na szczyt!

Wspinając się pod górę, w każdym ze schronów urządziliśmy sobie godzinną przerwę. Mieliśmy farta bo, gdy tylko znajdowaliśmy się pod dachem, na zewnątrz rozpoczynała się najgorsza zawierucha. My tymczasem wcinaliśmy bagietki i czekoladowe Michaszki (kupione w supermarkecie w Sapie!), pocieszając się, że „za chwilę na pewno pogoda się poprawi”. I rzeczywiście po jakimś czasie ulewa ustępowała.

Pustki na szlaku, tłumy na szczycie

wietnam

„Zabetonowany” wierzchołek góry Fansipan. Po takich eleganckich schodach pokonuje się ostatnie 400 m

W pierwszym schronie spotkaliśmy wycieczkę Japończyków, którzy szczyt zdobyli dzień wcześniej i właśnie opuszczali obóz. Później na drodze do góry nie było już nikogo. Dlatego byliśmy niesamowicie zdziwieni, gdy przed samym szczytem zaroiło się od ludzi. Oczywiście byli to turyści, którzy wjechali do podniebnej bazy Fansipan Legend kolejką górską lub linową. Więcej o tych możliwościach za chwilę.

Fansipan legend, wietnam

Stacja górskiej kolejki Fansipan Legend, niemal tuż przed samym szczytem 

Gdy chwilę po 13:00 dotarliśmy do olbrzymiego kompleksu restauracyjno-barowego czuliśmy się niezwykle groteskowo. Byliśmy jedynymi ludźmi z plecakami i w sportowej odzieży. Tu w przeszklonym, eleganckim hangarze biegały dzieciaki w sweterkach, panie na koturnach i masa ludzi, których ubranie sugerowało raczej wycieczkę na rynek w deszczu niż wycieczkę na liczące 3 kilometry wzniesienie.

Górskie piękno w marmurowej wersji

Stąd do samego szczytu pozostawał jeszcze 400-metrowy spacer. Nie sposób jednak nazwać ten ostatni odcinek wspinaczką. Reszta góry została po prostu pokryta posadzką z marmuru i granitu. Nie było ścieżek, lecz szerokie autostrady schodów, wijące się wśród kolejnych kolorowych świątyń, przypominających obrazki z Państwa Środka.

wietnam, bogini matka

Wnętrze jednej ze świątyń po drodze na szczyt

Trudno było uwierzyć, że jest się w górach. Raczej w jakimś nowoczesnym kompleksie świątynnym, połączonym z centrum biznesowym. W pewnym momencie, gubiąc się wśród kamiennych autostrad, trafiliśmy do jednej z nieukończonych sal konferencyjnych. Całe piękno góry zostało pod nami. Zza gęstej jak pierzyna mgły nie można było w żaden sposób dojrzeć jakichkolwiek pejzaży. Wdychając świątynne kadziła, przy uspokajającej chińskiej melodii płynącej ze świątynnych głośników, pokonywaliśmy kolejne stopnie. Po drodze mijaliśmy tablice ostrzegające – po angielsku i wietnamsku: „Oddychaj powoli! Jesteś na wysokości 3 tysięcy metrów!”. W końcu wspięliśmy się na najwyższy taras widokowy.

wietnam

Pomnik Bogini-Matki, najważniejszego bóstwa wietnamskiej mitologii.
Jej kult jest bardzo powszechny niemal w całym kraju

Jedynym dowodem na osiągnięcie szczytu była tu niewielka betonowa piramidka z napisem: Fansipan – 3143 m n.p.m. Do niej ustawiały się kolejki z selie-stickami i japońskimi bezlusterkowcami. W końcu nadszedł czas na nas. Mimo całego rozczarowania i szoku, w jaki wprawiła nas „przebudowa” szczytu, byliśmy naprawdę zadowoleni i dumni. W końcu wspięliśmy się na najwyższy szczyt w całym regionie. Mimo deszczu, błota i kilku chwil zwątpienia. Bez przewodnika, tragarza, zawyżonych opłat i wyolbrzymionych historii, że samodzielny trekking jest tu niemożliwy.

wietnam, flaga wietnamu

Szczęście zdobywczyni!

Wiedzieliśmy, że – „choćby nie wiem co” – będziemy dziś świętować nasz kolejny wspólny szczyt w centrum Sa Pa, przy lampce wina i wymarzonej pizzy. Tymczasem jednak ruszyliśmy z powrotem betonowymi schodkami do eleganckiej kawiarni Fansipan Legend na ciepłą herbatę.

Rozgwieżdżone niebo nad przełączą Tram Ton

wietnam

Piękne widoki zaczęły pojawiać się dopiero w drodze powrotnej

W dół ruszyliśmy chwilę przed 15:00. Znów przebywaliśmy tę ścieżkę zupełnie sami, zatrzymując się już tylko na chwilę w obu schronach. Po opuszczeniu drugiego obozu (tj. znajdującego się bliżej szczytu) ponownie spotkaliśmy kilkuosobową wycieczkę Japończyków, którzy docierali tam na nocleg.

Kilka kilometrów dalej, w pierwszym obozie, do snu układali się jacyś zachodni turyści. Ich wietnamski przewodnik zagadnął trochę zdziwiony: – No, guide for one day Fansipan tour? Do you have a ticket?

Yes, yes – odpowiedzieliśmy i poszliśmy dalej. Niczym Wietnamczycy, którzy zawsze solennie przytakują, gdy nie znają odpowiedzi lub nie rozumieją pytania.

podróżofilia, wietnam

Już uśmiechamy się na myśl o zasłużonej pizzy

Podczas schodzenia pogoda była znacznie bardziej łaskawa. Z początku złapało nas kilka krótkich pryszniców, ale później niebo zaczęło się coraz bardziej rozpogadzać. Po 17:00 zza chmur wyłoniły się nawet odległe zielone wzgórza. Zaczynaliśmy wierzyć, że krajobrazy w Parku Narodowym Hoang Lien mogą być naprawdę piękne.

Gdy znów przemykaliśmy pod oknami strażników było już zupełnie ciemno, a wsiadając o 19:00 na skuter mogliśmy cieszyć się wspaniale rozgwieżdżonym niebem. Pod takim fantastyczny sklepieniem przejeżdżaliśmy serpentyny przełęczy Tram Ton. W oddali , wysoko na niebie świeciła się jakaś potężna kometa. Ale nie daliśmy się zwieść. To były światła olbrzymiej restauracji na szczycie góry Fansipan.

***

P.S. Czyli informacje o kolejce  linowej na górę Fansipan

wietnam kolejka górska, Sa pa

Gdyby ktoś wolał wjechać na górę kolejką, to tak wygląda stacja początkowa w centrum Sa Pa

Przyznajemy, że przy dobrej widoczności przejazd kolejką linową na górę Fansipan może być naprawdę emocjonującym przeżyciem. Koszt takiej przejażdżki z centrum Sa Pa do głównej stacji (400 metrów od szczytu) to 700 000 wietnamskich dongów. Aktualne informacje, dotyczące przejazdu można znaleźć  na tej stronie: http://fansipanlegend.sunworld.vn/en/.

1 Comment

LEAVE A COMMENT

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: