ŁADUJĘ

Irański zaratusztrianizm i skalna świątynia Czak Czak

Irański zaratusztrianizm i skalna świątynia Czak Czak

Stworzenie świata w 7 dni, wiara w Sąd Ostateczny, wędrówka duszy po śmierci do piekła, nieba lub czyśćca oraz oczekiwanie na przyjście Mesjasza, którego urodzi dziewica – wszystkie te religijne dogmaty brzmią znajomo? Ale może zdziwi Was, że są to również wierzenia zaratusztrianizmu – jednej z pierwszych monoteistycznych religii świata. Za jej kolebkę uważa się dzisiejszy Iran północny, a jednym z najświętszych miejsc jest maleńka skalna świątynia Czak Czak w okolicy Jazdu.

Zaratusztrianizm przez ponad XII stuleci był jedną z najpotężniejszych religii cywilizowanego świata. Od kiedy w VI p.n.e. Cyrus Wielki ustanowił go religią państwową, zoroastryzm (inna nazwa tej samej religii) zdobywał coraz szersze rzesze wiernych w olbrzymim Imperium Perskim, które z biegiem stuleci rozlewało się nie tylko po terenie dzisiejszego Iranu, ale także Iraku, Armenii, Azerbejdżanu, Turkmenistanu, Tadżykistanu, Afganistanu i południowego Pakistanu. Dlatego zaskakujące jest, że tak powszechna i wpływowa religia liczy sobie obecnie niecałe 200 000 wyznawców na całym świecie. A i ta liczba jest według wielu źródeł mocno zawyżona.

Co naprawdę rzecze Zaratustra?

Nazwa zaratusztrianizm pochodzi od imienia Zaratustry, półlegendarnego irańskiego proroka, któremu przypisuje się autorstwo Awesty, czyli świętej księgi zoroastrian. Niestety istnieją wielkie rozbieżności w podawaniu dat życia i działalności Zaratustry. Dwie najbardziej prawdopodobne teorie umiejscawiają go w XII lub VI wieku p.n.e.. To dlatego wciąż nierozwiązany pozostaje spór, co stanowiło inspirację dla czego – zaratusztrianizm dla judaizmu, czy może odwrotnie? Tak czy inaczej w zaratusztrianizmie znajdziemy wiele dobrze znanych chrześcijanom prawd wiary.

Zaratustra głosił, że jedynym Bogiem jest bezcielesny Ashura Mazda. Posiada on 7 wcieleń, z których najważniejszym jest Duch Święty – podstawowa substancja Boga. Pozostałe to Dobra Myśl, Prawość, Święte Oddanie, Panowanie nad pożądaniem, Zdrowie i Nieśmiertelność. W swoim życiu przez dobre myśli, słowa i czyny człowiek ma dążyć do czystości, która pozwoli mu po śmierci dotrzeć do krainy szczęśliwości. Dla zaratusztrian ważna jest również czystość dosłowna, dlatego przed każdą z 5 codziennych modlitw dokonują oni rytualnego obmycia. Islamski zwyczaj ablucji i obowiązek 5-krotnej modlitwy w ciągu dnia ma zatem również swoje korzenie w zaratusztriańskiej Persji.

Ciężkie życie irańskich mniejszości religijnych

Wraz z podbojem Persji przez Arabów zaratusztrianizm zaczął być coraz bardziej wypierany przez islam. Obecnie największe zoroastriańskie wspólnoty znajdują się w Indiach i USA, zaś w samym Iranie – kolebce zaratusztrianizmu – żyje zaledwie 20 tysięcy wiernych. W dodatku liczba ta cały czas się zmniejsza, gdyż życie mniejszości religijnych w Islamskiej Republice Iranu nie jest łatwe. Bo choć oficjalnie irańska konstytucja zezwala na istnienie wspólnot innych wyznawców księgi niż islam szyicki (tj. chrześcijan, zoroastrian, wyznawców judaizmu oraz islamu sunnickiego), to często doświadczają oni różnego rodzaju dyskryminacji. Nie ma też żadnych szans na przyłączenie się do wspólnoty nowych wyznawców, gdyż ich członkami mogą być tylko osoby urodzone w rodzinach, które przed rewolucją islamską z 1979 roku posiadały udokumentowaną przynależność do mniejszości religijnych. Zakazana jest też wszelka działalność agitacyjna, zaś muzułmaninowi, który dokonał konwersji na inne wyznanie może grozić nawet kara śmierci. Jednak, w obliczu ciężkiej sytuacji ekonomicznej, coraz więcej Irańczyków dokonuje potajemnej konwersji, by w przypadku emigracji do Europie móc starać się o status uchodźcy politycznego.

Pewnego razu, gdy siedzieliśmy w eleganckiej restauracji w Szirazie, podeszło do nas dwóch onieśmielonych mężczyzn. – Czy jesteście chrześcijanami? – zapytali cicho, a słysząc nasze potwierdzenie, spytali jeszcze bardziej konspiracyjnie: – Czy wiecie jak możemy się ochrzcić?
Musicie znaleźć wspólnotę, do której chcecie należeć. Uczestniczyć przez jakichś czas w naukach religijnych. I potem dopiero przystąpić do chrztu – odpowiedziałam.

Ale my nie możemy chodzić na żadne spotkania. To zbyt niebezpieczne – odpowiedzieli zawiedzeni. Panowie byli też bardzo zdziwieni, że pod słowem chrześcijaństwo mieszczą się setki kościołów i wspólnot wyznaniowych. Dlatego, by sprecyzować swoje religijne powołanie pokazali nam filmik, na którym jakaś amerykańska kobieta pastor wygłaszała płomienną przemowę, przypominającą raczej kurs motywacyjny niż homilie znane z polskich kościołów.
Niestety, nie znamy tej pani. Może uda wam się nawiązać z nią jakiś kontakt mailowy – zasugerowałam, ale wiedziałam, że w ich sytuacji nawet to byłoby zbyt wielkim ryzykiem.

Irańscy czciciele ognia

W takiej sytuacji nie dziwi zatem, że w Iranie trudno odnaleźć symbole religijne nie związane z islamem szyickim. Wyjątkiem jest jedynie Faravahar, czy najsłynniejszy symbol zaratusztrianizmu. Jest to postać człowieka z rozłożonymi skrzydłami i ptasim ogonem. Symbolizuje on drogę ludzkiej duszy, a samą nazwę (pochodzącą z języka awestyjskiego) można przetłumaczyć jako ten, który leci ku dobru. Każdy element, z którego składa się Faravahar ma też swoje znaczenie. Trzy linie piór na skrzydłach oznaczają kolejno: dobre myśli, dobre słowa i dobrze czyny, które przybliżają człowieka do Boga. Trzy rzędy piór na ogonie są natomiast tym, co ciągnie duszę ku złu, czyli analogicznie: złe myśli, złe słowa i złe czyny. Prawa dłoń człowieka skierowana jest ku górze – celowi jego wędrówki. Lewa zaciska się na złotym krążku, co jest symbolem dotrzymywania obietnicy (ponoć stąd ma wywodzić się tradycja złotej obrączki ślubnej). Większa złota obręcz na wysokości tułowia jest symbolem cyrkulacji czynów i myśli w świecie – tj. jeśli działamy dobrze – wraca do nas dobro, jeśli źle – powraca zło. Przy ogonie widać też dwie wijące się wstęgi. Ta z tyłu oznacza myśli i problemy, które koncentrują nas na doczesności. Dlatego tę część należy pozostawić za sobą. Druga wstęga, ta z przodu, symbolizuje święte myśli oraz modlitwę, która przybliża nas do doskonałości. Błędem jest założenie, że Faravahar przedstawia Boga, gdyż o jest dla zaratusztrian bezcielesny i nie należy tworzyć mu wizerunków. Dlatego w miejscach kultu najważniejszą rolę pełni ogień, symbolizujący czystą boską siłę.

Czak Czak – najświętsze miejsce zoroastrian

Najlepsze miejsce na spotkanie z zaratusztrianizmem jest odwiedzenie Świątyni Ognia w Jaździe lub wycieczka do skalnej świątyni Pir-e Sabz, znanej jednak częściej pod zwyczajową nazwą Czak Czak. Jest to jedno z najważniejszych sanktuariów zaratusztrian na świecie. Jednak pomyli się ten, kto wyobraża sobie teraz olbrzymią świątynię z kolumnami i kopułami. Czak Czak to niewielka jaskinia wciśnięta w zbocze skalnej góry. Dopiero w ciągu ostatnich lat wokół groty zbudowano kompleks budynków, które przez większość roku stoją zupełnie puste.

Sanktuarium oddalone jest 90 km od Jazdu, z którego można tu przyjechać wycieczkowym busem. Po drodze zwiedzimy przy okazji historyczny Meybod oraz ruiny opustoszałego zoroastryjskiego miasta Kharanagh. W październiku 2018 roku takie 6-godzinne wycieczki organizowało m.in. biuro w Hotelu Fazeli. Udział w 6-godzinnej wyprawie kosztował wówczas zaledwie 700 000 riali.

Księżniczka ukryta w skale

Nazwę Czak Czak można przetłumaczyć na nasze onomatopeiczne „kap, kap”, bo rzeczywiście wzięła się ona od dźwięku wody spływającej ze skalnego sufitu jaskini. Zgodnie z legendą mają to być łzy ukrytej w skale księżniczki Nikabu. Była ona córką króla Jazdegerda III, ostatniego perskiego szachinszacha z dynastii Sasanidów, którego władzy pozbawił najazd Arabów. Ponoć kiedy księżniczka Nikabu uciekała w stronę góry przed Arabskimi najeźdźcami, skalna ściana rozwarła się i pochłonęła dziewczynę, dając jej bezpieczne schronienie po wieczne czasy. Oczywiście nie istnieją żadna dowody na potwierdzenie tego wydarzenia. Wystarczyło, by kilkaset lat później ubogi pasterz opowiedział, iż księżniczka Nikabu odwiedziła go we śnie i zdradziła mu swój tragiczny los. Nie o prawdę historyczną tu jednak chodzi, lecz o nostalgię za dawnymi czasami, której sanktuarium jest symbolem. Za czasami, kiedy Imperium Perskie było najpotężniejszym państwem świata, a zaratusztrianizm pełnił rolę religii panującej. To właśnie z tęsknoty za tymi czasami odbywa się tu w połowie czerwca święto wspominające ukrycie księżniczki Nikabu. Tysiące zaratusztriańskich pielgrzymów przybywa wówczas, by wspólnie ucztować, tańczyć i świętować.

Ta opowieść ujawnia też stosunek Irańczyków do Arabów, na których Persowie już od stuleci patrzą trochę z góry. Dlatego nigdy, ale to przenigdy, nie pomylcie Irańczyka z Arabem, jeśli nie chcecie stracić jego przyjaźni.

Mistycyzm gór i pustyni

Świątynia Czak Czak z pewnością nie jest architektonicznym dziełem sztuki, ale za to pejzaże dookoła zachwycają bardziej niż jakiekolwiek twór rak ludzkich. Cały mistycyzm krajobrazu objawia się tu najdoskonalej, kiedy słońce kładzie pomarańczowe cienie na świętej górze. To dlatego przybyliśmy tu dopiero w godzinach popołudniowych. Przyjechaliśmy taksówką z Meybod (450 000 riali za prawie 50 km) i usilnie przekonywaliśmy kierowcę, by na nas nie czekał. Chcieliśmy aż do wieczora napawać się widokiem skalistych gór i południowych rubieży pustyni Dasht e-Kavir. Prócz nas na terenie świątynnego kompleksu było tylko kilku Irańskich turystów i jeden zoroastrianin, który pobierał symboliczną opłatę 100 000 riali i przypominał, by przed wejściem do świątyni założyć specjalne kapcie. Ale i tak Marek twierdził, że nawet tu zrobiło się „bardziej turystycznie”: – Sześć lat temu nie było tylu pawilonów, żadnego turysty, a pan strażnik zamiast sprzedawać bilety palił wielką faję z opium – opowiadał nieco zawiedziony, kiedy wspinaliśmy się po stromych schodach w stronę położonej wyżej jaskini. Jednak już po chwili sam musiał przyznać, że nadal jest magicznie. Niewielka grota powtarzała swoje nieustanne kak, kap, płomienie wiecznego ognia nie przestawały się tlić, a zachód słońca ze świątynnego tarasu robił się coraz bardziej spektakularny.

Kiedy wreszcie opuściliśmy świątynny kompleks i wyszliśmy na pustynną drogę w kierunku Meybod już prawie zupełnie się zmierzchało. Nie mieliśmy żadnego planu, ale byliśmy święcie przekonani, że któreś z tych 3 aut, wciąż stojących na parkingu pod górą, na pewno zabierze nas do miasta. I tak się rzeczywiście stało. Zatrzymało się już pierwsze z nich. Jechała nim para zamożnych 30-latków z Teheranu. W środku intensywnie pachniało marihuaną.

Mam nadzieję, że się nie obrazicie, ale ta droga jest tak niezwykła, że po prostu nie da się tu nie zapalić – stwierdził nasz kierowca, podpalając olbrzymiego jointa. Nie obraziliśmy się, a pustynna droga do Meybod przy dźwiękach głębokiej etnicznej muzyki naprawdę wyglądała jak nie z tej ziemi.

Trzej Królowie czy zoroastriańscy kapłani?

Na koniec jeszcze ciekawostka. Kto z Was wie, że Trzej Królowie, którym zawdzięczamy dodatkowy dzień wolny byli zaratusztriańskimi kapłanami? Oryginalny tekst Ewangelii określał ich bowiem słowem magi, pochodzącym od staroperskiej nazwy kasty religijnej. Ci starożytni kapłani posiadali sławę wybitnych astrologów i z tego powodu zdolni byli do czynienia rzeczy niemożliwych, czyli magicznych. Pamiętano o tym jeszcze w pierwszych wiekach chrześcijaństwa, dlatego jedno najstarszych przedstawień pokłonu trzech mędrców w Bazylice Sant’Apollinare Nuovo w Rawenie z VI wieku n.e. przedstawia ich w tradycyjnym stroju perskim. Przypominał o tym też Marco Polo, który  twierdził nawet, że odkrył miasto, z którego wyruszyli kapłani. Miało nim być dzisiejsze Sawe w północnym Iranie.

Dopiero później na obrazach pojawili się Trzej Królowe, symbolizujący władzę nad trzema znanymi w średniowieczu kontynentami – Europą, Azją i Afryką. Stąd różnili się oni kolorem skóry i fizjonomią twarzy. Zwykle byli to też trzej mężczyźni w różnym wieku – młodzieńczym, dojrzałym i starczym, by jeszcze bardziej podkreślić wielowymiarowość ich wizyty. I tak już zostało. Tymczasem (nawet jeśli nie wierzymy, że w ogóle takie wydarzenie miało miejsce), warto pamiętać o tej pierwotnej tradycji, by zdawać sobie sprawę jak bliskimi kuzynami w wierze i kulturalnym dorobku są dla nas Irańczycy.

LEAVE A COMMENT

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: